← Wróć do bloga

Dlaczego nienawidziłem studiów

23 grudnia 2025 · 2 min czytania · #lifestyle

W przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia, brat - oprócz ciepłego słowa i dobrego humoru - przyniósł ze sobą coś jeszcze. Edukację oficjalnie zakończyłem wprawdzie jakiś 10 lat temu, ale momenty beznadziei mieszającej się z goryczą i frustracją pamiętam bardzo dobrze.

Uznanie danego wykładu przez prowadzącego za nieobowiązkowy, odczytywałem jako ukłon w stronę studentów. Do momentu, aż na taki wykład poszedłem. Skoro wykład był w środku dnia, między laboratoriami, to po co siedzieć i patrzeć w sufit przez półtorej godziny - pomyślałem i udałem się w kierunku auli. Wniosek był jeden…prowadzący dobrze wiedzą, że ich prowadzenie wykładu sprowadza się do czytania prezentacji, a ich ton głosu działa bardziej nasennie niż Hydroksyzyna.

Ćwiczenia z programowania wspominam dość jednoznacznie. “Projekty” tworzone podczas jednych zajęć napełniały mnie frustracją nie tylko dlatego, że nie byłem w tych tematach prymusem. Gorsze było to poczucie koszmarnej straty czasu.

- Bratku, napisałem aplikację na telefon - rzucił. - Pomyślałem, hmm, ciekawe, pokaż to cudo.

- Był projekt na studiach do zrobienia. - I już podskórnie przeczuwałem, co to może być za paździerz.

Wyobraź sobie aplikację na telefon. Wszystko co widzisz po uruchomieniu to Imię i nazwisko studenta, jego zdjęcie i na samym dole przycisk. Zgadnij co się dzieje po naciśnięciu przycisku…

  • Otworzy się profil na jakimś facebooku czy innym tiktoku?
  • Pojawią się wyniki wyszukiwania w bazie osób zaginionych?

Otóż nie.

2025 rok. Chat GPT w najnowszej wersji trzaska setki linii kodu i nie popełnia błędów - przynajmniej takich, które powodują, że projekt się nie zbuduje. Potwierdzone info. Generuje fajne grafiki w mgnieniu oka. Aż się prosi żeby tym studentom powiedzieć:

- Przed nami 15 godzin laboratoriów. Niech każdy z Was wymyśli apkę, z której sam chętnie by korzystał. Możecie pracować na zajęciach, w domu, w pociągu, gdzie chcecie. Do dzieła!

Ale nie - napisz aplikację, która po naciśnięciu przycisku, poinformuje cię, że… PRZYCISK ZOSTAŁ NACIŚNIĘTY. To brzmi jak niezła zemsta. Siedź i rób totalnie bezsensowne rzeczy. Niech ci się tą goryczą odbije.

A może ja nie doceniam geniuszu tych prowadzących? Wyobraź sobie odwyk dla osób uzależnionych od smartfona. Pacjenci pierwszego dnia oddają telefony. Specjalny zespół usuwa wszystko, i dodaje tę aplikację z jedną dodatkową, drobną funkcjonalnością. Po naciśnięciu przycisku oprócz okienka z komunikatem, w tle działa licznik.

Telefon wraca do pacjenta. Mija kilka tygodni. Na koniec terapii, komisja weryfikuje jaką liczbę pokazuje licznik. Gwarantuję ci, że albo ktoś miałby zero na liczniku albo odruch wymiotny po wzięciu telefonu do ręki. Tak czy siak - terapia skuteczna w 100%.

No chyba, że to miał być tajny projekt służb specjalnych USA. Wiecie, wyobrażam sobie, że po naduszeniu tego wielkiego, czerwonego przycisku odpalającego pociski nuklearne coś takiego miałoby sens. Wielki komunikat: “Przycisk został naciśnięty” a pod nim odliczanie od 60 sekund do zera. Taki czas na ostatnią modlitwę, akt żalu doskonałego, telefon do kochanki albo kielicha. Co kto woli.